5 listopada 2012

13. Happy fuckin' birthday, RocketQueen!

DZIĘKUJĘ ZA PONAD 1000 WYŚWIETLEŃ, JESTEŚCIE CUDOWNI! Nie pomyślałabym, że ten chłam będzie ktoś czytał!
Baardzo krótki, urodzinowy rozdział. Dziękuję wszystkim za życzenia i te boskie rysunki od Sue i od Patrycji-Virginii. Steven i Slash już wiszą na ścianie! ;*
Przepraszam za błędy, bo pewnie są.



Przetarłam oczy. Co się wczoraj działo? Pamiętam tylko urywki, migawki. Była impreza, to jeszcze kojarzę. Potem w cholerę wódki, Danielsa i Nightraina. Prochy też były. I tamta orgietka. Osz kurwa, orgietka. Obok mnie leżała Pat, Dave, Slash i Sebastian. Ten ostatni był wtulony we mnie. ON BYŁ WE MNIE WTULONY, JEBAŁAM SIĘ Z BACHEM! Moje powieki były tak cholernie ciężkie, zasnę jeszcze na chwilę.
Obudziły mnie jakieś szarpnięcia. Ktoś zaczął mi związywać nogi i ręce.
-Ej kurwa co...-nie dokończyłam, bo zawiązano mi buzię. Oczy też zostały przykryte. Zaczęłam się rzucać i kopać, więc dostałam od kogoś w tyłek. Zajebioza. Jeżeli się nie mylę, to podniosły mnie 2 osoby i zniosły na dół. Wrzucili mnie chyba do samochodu i zaczęliśmy jechać. Matko, czy te prochy jeszcze działają? Słyszałam tylko stłumione krzyki typu "W lewo skręć chuju" , "Weź kurwa tą gitarę!" ...
Po kilku godzinach osóbki-porywacze raczyli wyciągnąć mnie z auta w którym waliło szczurem na ciepły piasek. Odwiązali mnie ze wszystkich szmatek i zaczęli się szczerzyć. Wszyscy po kolei : Pat, Axl, Steven, Duff (On się do mnie uśmiechał, noł łej!), Slash, Izzy ,Sebastiani Sue.
-Mogę wiedzieć co my robimy na...plaży? - rozejrzałam się. -W listopadzie?
-WSZYSTKIEGO KURWA NAJLEPSZEGO ALICEEE! -krzyknęli chórem.
O fuck, 5 listopada, urodzinki moje.
-O jejku, dzięki Wam. -wstałam i przytuliłam wszystkich. McKagana też, naciągało mnie, ale się poświęciłam. -Ale musieliście mnie tu wywieść? W domu też by było ok....
-Ale w domu nie zjadłabyś tortu na plaży! -uśmiechał się szeroko Adler.
-Stevie, musiałeś wygadać o torcie? -Popatrzyła na niego Pat. -A więc mamy zajebisty tort, ale musimy go zjeść szybko, bo zaraz się rozpłynie. -dziewczyna popatrzyła na turlających się po piasku Slasha i Axla..-I będzie cały w piasku.
-Dobra! To co, jemy fuckers? -zapytałam z bananem na twarzy.
-Jemy jemy. Głodny jestem. - odpowiedział Sebastian.
-Pat czekaj. Wszystko pięknie, ładnie, ale ja nie mam stroju ani nic...
-Dlatego ciocia Pat się tym zajęła. Wskakuj w ten kostium bejb. - rzuciła mi bikini. Czy ta dziewczyna nie jest boska?
-Dziękuję. Za wszystko. -uśmiechnęłam się. -Pat?
-Hmm? - zaczęła kroić torcik w Vanie.
-Pamiętasz co się wczoraj działo?
-Hhaha, tak mniej-więcej. -popatrzyłam na nią. -A więc była niezła orgia...
-To wiem, ale możesz mi powiedzieć z kim się jebałam? -mówiłam cicho, żeby nikt po za nią nie usłyszał.
-Z Popcornem. - rzuciła.
-Serio? - usiadłam na piachu. Ale kurwa jazda.
-Serio serio. - podała mi kawałek tortu. -Wcześniej prawie z Bachem, ale biedaczek nie miał siły. Potem do Ciebie przyszedł i wtulił się w naszą Alice.
-Skąd Ty to wszystko wiesz, hmm? - zjadłam pierwszy kawałek ciasta.
-Wiesz, pijana byłam, ale tableteczek tak dużo nie wzięłam. -uśmiechnęła się do mnie. -Chłopaki, ruszyć dupska na ciastoooo! -krzyknęła. Natychmiastowo pojawili się rockmani.
-Ja chcę największy! -przepychał się Axl.
-No chyba cię synek pojebało, ja chcę największy! - wrzeszczał do ucha Axla Duff.
-Cipy, weźcie się uspokójcie.- warknął Slash. -Ja dostanę największy!
-Pat, pokroisz to w tym roku? - pytał niecierpliwie Izzy.
-No już już! Proszę, kawałek dla Stevena, dla Slasha, dla Duffa, dla Izzy'ego -podawała każdemu papierowy talerzyk z dużym kawałem ciasta. -Dla Sue, dla Sebastiana, dla Axla i dla mnie.
Kiedy ja ostatnio obchodziłam tak miło urodziny? Pamiętam moje 10, ciocia upiekła dla mnie tęczowy torcik, fajny był. Przyjaciele to wielki skarb. Kiedy zjedliśmy, przebrałam się w Vanie w strój kąpielowy razem z Sue i Pat.
-Idziemy do wody? -zapytała Sue.
-Czemu nie? Za to właśnie kocham L.A.; w listopadzie możesz śmiało kąpać się w ocenie! -uśmiechnęła się Pat. -Widzę że chłopcy są już w wodzie, idziemy! -zaczęła biec przez plażę do wody i zanurkowała w oceanie. -Kurwa ale zimna! -wrzasnęła -Ale zajebista! Chodźcie!
Wymieniłyśmy spojrzenia z Sue - biegniemy! Zanurkowałyśmy w chłodnej wodzie.
-Nie przesadzaj, nie jest taka zimna! -ochlapałam dziewczyny. Poczułam jak coś łapie mnie za kostki i ciągnie mnie w dół. Pod wodą otworzyłam oczy i zobaczyłam nurkującego Izzy'ego który chwycił mnie za kostki, Axla wciągającego Pat i Duffa który podpływał do Sue. Zaraz wszyscy byliśmy pod wodą. Wypłynęłam na powierzchnię z braku tlenu.
-Łosz kurwa, który mnie podtopił?! - zapytała Sue z niebieskimi kudłami na twarzy.
-Ja to zrobiłem. -uśmiechnął się Duff i lekko odklejał kosmyki włosów Sue od jej twarzy.
-Dupek. - odgarnęła włosy z twarzy i popchnęła McKagana do wody. Niestety, mierzącego 190 cm Duffa nie da się tak łatwo przewrócić, więc pomogliśmy dziewczynie. Chwilę potem basista leżał w wodzie.
-Ludzieee!! AAAAAA! - wrzeszczał Steven. -Pomocy!!
-Matko, Stevie co się stało? - wychodziłam z wody na plażę, gdzie leżał 'poszkodowany'.
-Meduza mnie jebła w nogę! Boliii, auuuu! - krzyczał.
-Ej, spokojnie. Pokaż tą nogę. - chwyciłam za jego łydkę.
-Ałaaaaaaa! -zawył. Matko boska, ledwo go dotknęłam!
-Stevie, coś ty do chuja pana zrobił? -wyszedł z wody Axl. - Znowu udajesz?
-Nie udaje, pedale jeden. -warknął na niego. Ooo, robi się ciekawie! -Alice, czy ja kurwa będę żył? -złapał mnie za ramiona i lekko potrząsł nimi.
-Tak, będziesz żył. -zaśmiałam się cicho. - Axl, w vanie może być jakiś bandaż albo maść na oparzenia?
-Bandaż tak, ale maść raczej nie...-podrapał się po głowie. -Pójdę poszukać. - Wiewiórka podeszła do auta i zaczęła grzebać w schowkach. Sue i Pat się opalały a chłopcy byli w wodzie.
-Chodź. - Adlerek cudownie wyzdrowiał i złapał mnie za rękę. Popatrzyłam na niego jak na idiotę. -No proszę, wytłumaczę Ci. Chodź, póki Rudy nie widzi.
Złapał mnie za rękę i przebiegliśmy kawałek plaży koło klifu.
-Możesz mi wytłumaczyć, co to miało być? Martwiłam się. - trochę mnie wkurzył, przyznaję.
-Przepraszam. Ale chciałem Ci coś dać. -prezent. Kurwa kocham prezenty! Pobiegł  z powrotem do Vana i zabrał jakąś czerwoną kulę.
-Co to? -zapytałam kiedy był już koło mnie.
-Róże. - uśmiechnął się. -Nie wiem, czy jesteś daltonistką, ale są czerwone.
-Stevie, widzę że są czerwone. Dziękuję Ci. -przytuliłam się do niego i złapałam bukiet w ręce. - Nie musiałeś.
-Ale to nie wszystko. - nie odrywał się ode mnie. Podejrzewam o co chodzi. -Kurwa..E..ładnie..pachniesz.
Geniusz, Stevie geniusz.
-Nie pierdol, mów o co chodzi. -uśmiechnęłam się.
-Podobasz mi się. -wiedziałam. Wiedziałam wiedziałam, wiedziałam. -Ale ja coś pewnie spierdolę. Więc...Czy Ty  Alice..Kurwa, to jest całkiem trudne..-podrapał się po głowie nerwowo.
-Tak Stevie, chcę z Tobą chodzić. - powiedziałam, o dziwo szczerze. Wiem, brzmi to wszystko cholernie sztucznie i szczeniacko, ale co ja poradzę?
Popcorn wpił się w moje usta, szybki jest. Położył ręce na mojej talii i wciąż muskając wargi kierował w stronę morza. Upuściłam kwiaty na ziemię i zatrzymałam chłopaka.
-Za szybko? Kurwa, wiedziałem. Wiedziałem że coś spierdolę, przepraszam Alice...-odwrócił się zły na siebie i kierował się w stronę Vana.
-Stev! Czekaj, ej! - krzyknęłam. Ja jebię, a to podobno kobiety mają humorki! Pobiegłam za nim i wskoczyłam mu na plecy. Niefortunnie pierdolnęliśmy zwłokami o piasek. -Nie  było za szybko. Wcale. - popatrzyłam na niego, ale odwrócił wzrok. -Kurwa, Adler! Po prostu myślałam, że chcesz mnie wrzucić do wody, temu Cię zatrzymałam. Przesadziłeś. -przewróciłam go na plecy i usiadłam na nim okrakiem. Od razu się uśmiechnął. -Nie licz na to na pierwszej randce,  bejbe. -uśmiechnęłam się i zaczęłam go łaskotać. To zawsze działa. Stevie zaczął się rzucać, kopać i chichrać. Przewrócił mnie i teraz on zaczął mnie łaskotać, jak małe dzieci, wiem. Ale jakoś mi tego brakowało. Słońce zaszło za chmurami i zrobiło się ciemniej.
-Idę po róże, szkoda ich. - wstałam z piasku i powolnym krokiem, szłam brzegiem morza. Poczułam delikatne krople na twarzy, zaczęło padać. Podeszłam po róże i tym samym, wolnym krokiem szłam w stronę Stevena. Rozpadało się na dobre. Mój chłopak od 5 minut siedział jak wryty na piasku. Podeszłam do niego i kucnęłam.
-Delikatne, różane płatki pokropione listopadowym deszczem. - patrzył na mnie i mówił ciepłym tonem.
Pokiwałam głową i przytuliłam się do niego. Zimne krople obijały się o nasze rozgrzane ciała, przyjemnie je chłodząc.

3 listopada 2012

12. Sex, drugs and rock n' roll!

Końcowy bonusik ;) W poniedziałek z okazji moich urodzin, będzie rozdział  urodzinowy! ;*



Nie Alice, nie możesz, przestań...
Poczułam jak łza spływa po moim rozgrzanym policzku. Szybko ją wytarłam, nie chciałam, żeby Slash widział mnie taką rozklejoną.
-Alice, przepraszam. Nie wiedziałem, ja..-zaczął się drapać po głowie. -Musiałem coś spierdolić, przepraszam. Nie płacz już, ej mała. - spojrzał na mnie czekoladowymi oczami.
-Nie Twoja wina...-wydukałam i starałam się uspokoić.
-Przepraszam. Ok, to może teraz Ty zaczniesz temat, hmm?
-Dobra. -lekko się uśmiechnęłam. -A więc zapytam o związki. Dużo miałeś dziewczyn? - wiem, tandetne, ale chciałam wiedzieć.
-Wiesz, były. Z jedną niedawno zerwałem. -mówił to tak na luzie, jakby mówił 'No dziś na obiad jest kurczak'.
-Oooo, przykro mi. Nie pasowaliście do siebie? - napiłam się większy łyk piwa.
-Nie, poprostu miała za duże cycki. - zakrztusiłam się ze śmiechu.
-Że...Jak?! - nie mogłam się opanować, myślałam że umrę ze śmiechu. -Myślałam, że faceci lubią duże cycki.
-No tak, ale tamta miała za duże. I do tego jej zwisały. Musiałem z nią zerwać. - jego opanowanie i spokój mnie przerażały, a  jednocześnie śmieszyły.
Oparłam głowę o stół. Czy ja coś brałam? Chyba nie, przynajmniej nie pamiętam. Za duże cycki, no nie...
-Alice, co się stało?
-Jebłam. - podniosłam się i poprosiłam o jeszcze 2 piwa.
-Dobra, ja już mówiłem. Teraz Twoja kolej. - no tak, to mnie nie ominie. W sumie, każdy powód jest dobry, żeby obrzucić gównem McKagana.
-A więc w gimnazjum chodziłam z Rudym. -teraz on się zakrztusił. No co za pech! -Ej, jeszcze nie skończyłam.
-Jak ty mogłaś z nim...? - zaśmiał się gardłowo. -Dobra, dobra. Kontynuuj.
-Potem wyjechałam do Seattle, i tam poznałam Duffa. - jego mina zrobiła się ciut poważniejsza.
-Więc czemu się tak żrecie ze sobą? Wy się za niedługo pozabijacie!
-Długa historia. Tak w skrócie, to mnie rozkochał, wydymał, zabrał kasę i spierdolił. - uśmiechnęłam się.
-Aa, teraz już rozumiem.Cały Duff. - pokiwał głową. -Ale ile można żyć w smutku? Nikt tak nie potrafi, zapytaj wszystkich swoich przyjaciół.*
-Łatwo Ci mówić. Wiesz, ja nigdy nie czułam się kochana. Nigdy...
-Nie przesadzaj..
-Nie przerywaj. - spojrzał na mnie z pod łba. -Ja nawet najprostsze zauroczenie traktuję jak wielką miłość. Bo nikt mnie nigdy nie kochał. Nawet nie chciał kochać. Jestem cholernie naiwna jeśli chodzi o związki. I boję się miłości, serio. Boję się, że znowu ktoś mnie wykorzysta i odejdzie. Nie wierzę w to, że ktoś może to zrobić szczerze..
-Nikt tak pięknie nie mówił, że boi się miłości...- popatrzył na mnie Saul.
-Wiesz, napiję się za tych wszystkich frajerów. - uśmiechnęłam się.
-Niech wiedzą, co stracili! - krzyknął, wstał z krzesła, podszedł do baru i wrócił z 2 butelkami Danielsa.
-Za skurwysynów. - otworzyłam zębami butelkę
-Za skurwysynów. - powtórzył Slash i jednych tchem wypił prawie połowę Jack'a. Po chwili dodał -Ja jebię, idziemy do pracy. To jest chore.
-Też mi się jakoś nie uśmiecha robota, ale co poradzisz? Nie wątpię w to, że wydacie płytę. Tylko kiedy?
-W listopadzie.
-Teraz jest listopad geniuszu. - kolejny łyk trunku przepłynął przez moje gardło.
-Myślisz, że nie zbierzemy się do nagrania płyty w tym roku?
-Nie zbierzecie się. Macie materiały?
-Wiesz, mamy...Trochę...- podrapał się po głowie. - Jest "Welcome to the jungle", "It's so easy'' trzeba dopracować, jest "Think about you'', "You're crazy"  i....
-I tyle. Facet, to na EP-kę się nie zalicza. Ale myślałam, że praca którą dla ciebie znalazłam, jest ok...
-Bo jest. Jak usłyszałem węże to mi się spodobało! - uśmiechnął się Mulat.- Lubisz węże?
-Wiesz, takie skurczybyki w terrarium to mi się nawet podobają. Te skurwysyny jadowite na drogach już nie. - czy ja jestem już pijana? Jeszcze nie, więc idę po kolejnego Danielsa.
Do baru zaczęli się schodzić ludzie. Ktoś przysiadł się do Slasha, jakiś chłopak i 2 dziewczyny. Nosz w dupę jeża, teraz musiała mnie rozboleć głowa? Chłopak i jedna dziewczyna odeszli od gitarzysty. Chyba zaraz łeb odpadnie....wdech, wydech...Ok, mogę się ruszać, więc jest lepiej. Pierdolę, idę do domu, nie mam ochoty tu umierać.
-Slash..Ja wracam do ... - nie słyszy mnie. Czemu? Bo się liże z jakąś laską, super. Mam to gdzieś, wracam.
Szybko wyszłam z dusznego lokalu na słoneczne Sunset Strip. Każdy krok sprawiał mi trudności, pierdolony ból głowy... Po ciężkich 20 minutach dotarłam do mieszkania.
-Jest tu ktoooś? -zawyłam, zamykając drzwi.
-Steveeeeeen jeeeeeeeeeeeeeeeeeeeest! - krzyknął na cały głos.
-Ał..Stevie, nie krzycz błagam...- osunęłam się po ścianie, chowając głowę w dłoniach.
-Ej bejbe, co jest? - przybiegł do mnie w kasku z 2 uchwytami na puszki, trzymając słomki w buzi. -Źle się czujesz?
-Cholernie źle, łeb mi zaraz rozpierdoli... - chciałam wstać, ale niefortunnie uderzyłam zwłokami o podłogę.
-Daj, pomogę Ci wstać. - podał mi ręce.
-Stevie, nie wstanę, nie mam siły... - zamknęłam oczy i poczułam jak Adler mnie podnosi. -Co ty robisz?
-Zaniosę księżną do łóżka, zrobię herbaty i dam tabletki przeciwbólowe. - owinęłam się nogami w jego pasie i oparłam głowę o jego ramiona. Delikatnie położył mnie na łóżku. -Jaką chcesz herbatę?
-Jakąkolwiek. Dzięki Stevie. - wysiliłam się na uśmiech.
-Nie ma za co. - powiedział i wyszedł z pokoju.
Przymknęłam na chwilę oczy. Dosłownie na chwilę bo Popcorn się oparzył wodą i zaczął wrzeszczeć.
-Kurwa jebana. Co za chujnia, jaka ta woda gorąca! Pierdolę, będę miał bąble na palcach! Jak ja będę grał?! - słyszałam z kuchni. Co za ciota. Ale kochana. - Proszę bardzo, herbata i leki. Zażyj, napij się i śpij. Dobranoc! - podał mi kubek i zniknął. Zrobiłam co kazał, i poszłam spać...


Duff :

Ja jebię, kto mi kazał iść z tymi śliniącymi się małpami (czyt. z Axlem i Pat) do sklepu?
W sumie to nie musiałem, ale kurwa...Alice strasznie mi działa na nerwy. Chcę się jakoś pogodzić, to nie! Trzeba kurwa grać zimną sukę i udawać że jest obojętna. Jak ty grasz ciula przed nią, to się obraża. Weź człowieku zrozum kobiety! Dobra, keep calm McKagan. Dzisiaj jest impreza, wyluzuj. Mam nadzieję, że wpadną jakieś groopies, trzeba jakoś wyładować kolegę.  Jebnę zaraz, jebnę kurwa na ryj. Nie mogę ich słuchać!
"A co powiesz na bla bla bla? Oh skarbie, genialny jesteś! A może do tego bla bla bla? Słodka dziecino, dla ciebie wszystko" BĘDĘ RZYGAŁ BĘDĘ RZYGAŁ BĘDĘ RZYGAŁ BĘDĘ RZYGAŁ BĘDĘ RZYGAŁ BĘDĘ RZYGAŁ BĘDĘ RZYGAŁ BĘDĘ RZYGAŁ BĘDĘ RZYGAŁ BĘDĘ RZYGAŁ BĘDĘ RZYGAŁ BĘDĘ RZYGAŁ! Fuj, małpeczki się całują.
-Dobra, wiecie ja będę spierdalał...- podrapałem się po głowie. -Słyszycie?!
-Yhy..Idź. - Pat raczyła oderwać się od Rudego na 5 sekund. -Weź te torby, ok?
-Weźcie się kurwa nie połknijcie..- rzuciłem z odrazą, wziąłem torby i kierowałem się do domu.
Po drodze jakaś laska się do mnie przyczepiła.
-Ej żyrafa, masz poczęstować papierosem? - zapytała mnie niebieskowłosa dziewczyna, znam ją chyba...
-Ee..Tak mam, - położyłem siatki na ziemi i zacząłem grzebać w kieszeni. -Wydaje mi się, czy gdzieś się już spotkaliśmy? - znalazłem paczkę fajek i przyglądałem się jej.
-Brawo. Zmień człowieku kolor włosów i cię lud nie pozna. - ten zachrypnięty głos...-Nie poznajesz organizatorki waszego ostatniego koncertu?
-Sue, kurwa to Ty! - krzynkąłem.- Po chuja zmieniałaś te włosy?
-Bo mi się znudziły, ile można mieć brązowe? A co - popatrzyła na mnie ciemnymi oczami - Źle wyglądam?
-Wyróżniasz się z tłumu. A ten kolor Ci pasuje, serio. Sam miałem czerwone, czarne, zielone końcówki, a teraz blond z czarnymi odrostami.
-Duffy is a punk rocker, Duffy is...- zaśpiewała piosenkę Ramonesów zmieniając Sheena na Duffy. - Hah, chciałabym to zobaczyć. -uśmiechnęła się Sue
-Właśnie, wpadnij dzisiaj wieczorem do nas. Robimy drobną imprezę.
-Drobna w waszym języku, haha. Ok, wpadnę z miłą chęcią. Adres? - odpaliła papierosa i dmuchnęła dymem w jakiegoś kinder-metala.
Wytłumaczyłem jej jak przyjść do domu Pat i pożegnaliśmy się. Spoko laska, tyłek ma niezły. Oddychać też ma czym. Charakterek ma. Not bad!

Alice :
Obudziłam się po 3 godzinach. Terapia Doktora Adlera zadziałała, głowa mnie już nie boli! Poszłam do kuchni zrobić sobie jeszcze jedną herbatę. Włączyłam wodę, usiadłam w salonie i włączyłam telewizję.
Jakieś zabójstwo w Nowym Jorku, zgwałcono dziewczynę i zabito ją na obrzeżach Los Angeles, polityka, polityka, żony polityków wprowadzają jakieś naklejki na płyty rockowe 'Gorsząca treść'. Co one myślą, że dzieciaki przestaną kupować te płyty? Tym bardziej je kupią, taka jest gówniarska natura. Drzwi gwałtownie otworzyły się. Podskoczyłam z wrażenia. Kto stał w drzwiach? Slash. Z dziwką na rękach. Liżących się.
Saul pod wpływem pewnie dziesiątej  butelki Danielsa ledwo trzymał się na nogach. Runął z dziewczyną na stolik, przy którym siedziałam, przy okazji rozwalili mi moją książkę. Dosyć tego.
-Slash! Co to kurwa ma być?! Powiedziałam żadnych dziwek w tym domu!
-Aly, to nie jest dziwka...To jest
Virginia...- jego pijany wzrok błądził po moim dekolcie.
-Yhyyymmm....- owa 'Virginia' wtuliła się do Mulata. - Slashie, idziemy do sypialni? - jej głos był tak cholernie sztuczny, że aż wkurwiający.
-Oczywiście złotko..- powiedział i poszedł do mojego pokoju. NO KURWA NO NIE.
-Slash, wypierdalaj z mojej sypialni w trybie noooow! - krzyknęłam i podeszłam do drzwi.
-Przepraszam Alice, myślałem że to mój...Hah, zerżnę Cię Virginia u Rudego na łóżku, ok?
-Oczywiście.- pisknęła sztucznie.
-Dobra, idźcie już. Do pokoju Pat. - pokazałam im drzwi.
Wróciłam do kuchni, zalałam kubek wrzącą wodą. Owocowa herbata, mniam.
Chwila spokoju.
Chwila.
-Czy ktoś mi kurwa pomoże z tymi siatkami? - wrzasnął Duff.
-Idę, już Ci pomogę. - wstałam z kanapy i podeszłam do basisty.
-Masz gorączkę? - pokazałam głową że nie. -Co taka nagła zmiana nastroju? - był wyraźnie zszokowany.
-Po prostu potraktowałam Cię z tą pracą trochę niefajnie. Sorrki. - unikałam jego spojrzenia.
-Aa, ok. - aa ok? Kpisz sobie McKagan? -Wpadnie dziś wieczorem Sue, masz coś przeciwko?
-Pewnie, niech przyjdzie. Chłopaki ze Skid row też wpadną.
-Fajnie. To ja..Już może pójdę. Mogę iść do pokoju Pat?
-Wiesz lepiej...- pomyślałam, co właśnie dzieje się w jej pokoju. - Tak, pewnie. Idź. -uśmiechnęłam się.
Basista popatrzył na mnie jeszcze chwilę, a potem wzruszył ramionami. Pewnym krokiem poszedł pod drzwi i otworzył je. Czekałam na jego reakcję, po tym, co zobaczy.
-Kurwa Alice! Czemu mi nie powiedziałaś że Slash tam jebie jakąś pannę?
-Serio? To ktoś tam był? - zajęcia teatralne bardzo przydają się w życiu!
-Gratuluję Einsteinie. Mogłaś mi darować, Slash właśnie dochodził...- ukrył głowę w dłoniach.
-Naprawdę bardzo mi przykro. -rzuciłam i poszłam do siebie.
Co on sobie myślał? pogodziliśmy się? Po kurwa moim trupie! Pierdolę, za kilka godzin zbierze się tu niezła ekipa, idę pod prysznic. Kocham to uczucie, kiedy gorąca woda spływa po twoim ciele. Mogłabym tam siedzieć godzinami, niestety ktoś mi się dobijał do drzwi. Powolnym ruchem otworzyłam szampon i delikatnie wmasowałam go we włosy. Hmm, Pat kupiła jakiś wynalazek. Co to ma być? Aa, jakiś peeling. Kurwa, czekoladowy! No nie, po prostu no nie! Pachniał przecudownie, chuj z tym że zużyłam jej pół opakowania!
Mozolnie wygramoliłam się z pod kabiny, ktoś cały czas dobijał się do drzwi.
-Chwila! Nie mogę mieć odrobiny spokoju?! - krzyknęłam.
Zero odpowiedzi ; normalka. Otuliłam ciało miękkim ręcznikiem, włosy owinęłam drugim. Dobra, jeszcze jakiś balsam do ciała Pat i mogę iść.
-Co jest? Pali się czy jak? - spojrzałam na Stevena który nieustannie pukał w drzwi podczas mojej kąpieli.
-Alice, jaja mi zaraz wyrwie! Odsuń się! - wbiegł do łazienki, po czym jebnął na ziemię. -Kurwa jebana!
-Steven, podłoga jest mokra. - zaczęłam się śmiać.
-Gdyby nie to, że zaraz się zleję, to bym się wkurwił. Aly, wyyyyyyjdźź! - zawył Stevie.
Alice.
-Już idę, idę! - zamknęłam drzwi od łazienki i poszłam do siebie.
Trzeba się ubrać, o matko...Gdybym mogła to chodziłabym nago all day all night. Niestety, teraz mam w domu 5 niewyżytych rockmanów, więc ciut mi się to nie uśmiecha. Wyciągnę cokolwiek, i tak pewnie się nawalę, że obojętne mi będzie to, jak wyglądam. Włączyłam płytę Aerosmith i kołysałam się do rytmów 'Toys in the attic'. Stanęłam przed szafą. Eh..Być kobietą. Luźna koszulka, czarne dżinsy wystarczą. Ubrana, położyłam się na super wygodnym łóżku. Po raz kolejny przymknęłam oczy. Nie Alice, nie możesz...Ile można spać przez dzień? W moim przypadku dużo, nawet bardzo. Do snu ukołysała mnie ''Cryin' "
-Aliceeeee! Chodź, goście przyszliii! - darł się Popcorn.
-Eh..Już idę...- zaspana poszłam do salonu.
-Cześć Ali! - uśmiechnął się do mnie Sebastian.
-Hej chłopaki. Jak leci? - starałam się żeby wszystko brzmiało naturalnie. W głębi duszy myślałam że mnie z butów wyrwie!
-W porządku. To jest Dave i Scotti, nasi gitarzyści.-przedstawił ich Sebastian.
-Cześć miło mi. -podałam im ręce i uśmiechnęłam się jak dzieciak.
-Rachel gra na basie, to jest Alice. -basista podał mi rękę. - Rob jest perkusistą. A mnie znasz.
-Tak. Siadajcie, reszta powinna być za chwilę. - popatrzyłam na zegar, było już po 19. Gdzie te dupki są?-Nightraina? -zapytałam podnosząc kilka butelek.
-Pewnie, słyszałem że można się tym nieźle schlać. - powiedział Rob.
-Proszę. Ja przygotuję coś do jedzenia. - oddaliłam się do kuchni.
Gdzie oni są? Steven i Duff przyszli do salonu, Slasha, Pat i Axla nie ma. Izzy'ego też nie. Psia krew!
Po chwili drzwi otworzyły się, mają szczęście że przyszli.
-Cześć, sorrki za spóźnienie. Siła wyższa. - Axl spojrzał na Pat. - Izzy jeszcze poszedł coś załatwić.
-Ok, siadajcie. Picie jest już na stole, baby have fun! - krzyknęłam.
Chłopaki ze Skid Row zaczęli rozmawiać z lekko zdekompletowanymi Guns n' Roses.

Slash:
Leżałem na łóżku Pat, jakaś dziewczyna wtulona we mnie spała.
 -Oh Slashie...-wzdychała sztucznie.

-Dobra skończyłaś? Wypierdalaj. - odpaliłem papierosa.
-Ale Slashie, było nam tak dobrze ze sobą! - pisnęła owa Virginia. Według mnie jej imię nie jest adekwatne do jej obecnego stanu.
-Powiedziałem, że dobrze obciągasz, a nie że Cię kocham. -rzuciłem oschle. 

-Ale...
-Ale są dwie, wypierdalaj. - zrobiła co kaz
ałem. Cisza...


Alice:
 Jakaś dziwka przebiegła z płaczem przez całe mieszkanie i wyszła z hukiem. What the fuck? 

 -Ee..Przepraszam, mogę wejść? -zapytała niebieskowłosa dziewczyna.
-Wchodź Sue, nie krępuj się. - powiedział z uśmiechem Duff.
-Sue? - powiedzieliśmy chórem.
-No tak, kolor włosów tylko zmieniłam, nie przesadzajcie! - popatrzyła na naszą zszokowaną grupę.
-W sumie, to zajebiście w nich wyglądasz. -stwierdziła Pat.
-Dziękuję. Mogę się przysiąść, Dave? -zapytała Sue.
-Siadaj. - odpowiedział i upił łyk wina. -Kurwa, wam to smakuje? -rzucił z odrazą.
-Musi. - odpowiedział Duff.

Po chwili przyszedł Slash, lekko zmulony.
-Dajcie mi Danielsaa...-jęknął.

-Masz. -podałam mu butelkę. Mulat opadł padnięty na kanapę. -Ej, co jest? Czyżby Virginia była tak wymagająca? - wszyscy oprócz Slasha zareagowali śmiechem.
-Niee, właśnie w tym problem że nie...Macie Browstona?

 Jak na zawołanie pojawił się Izzy z towarem. Wszyscy bez skrupułów wciągnęli, wstrzyknęli, zażyli bla bla bla... Kolejny Daniels, kolejny Nightrain, muzyka, śmiech, papierosy, kolejna dawka hery...Żyć nie umierać.





Chyba było po północy. Leżałam na ziemi. Moje uda były cholernie lepkie i mokre.
Otworzyłam oczy. Obraz był cholernie zamazany. Widziałam tylko niewyraźne kształty. Spojrzałam między nogi. Ktoś dosłownie lizał moje uda. Po moich dwóch stronach ktoś siedział. Chyba mężczyźni. Jeden złapał mnie za piersi i zaczął całować. Ten z lewej zdejmował ze mnie ubrania. Nie mogłam odmówić. Zaczęło mi się podobać. To chyba przez te tabletki, bo raczej nie zdecydowałabym się na trójkącik... zaraz, zaraz! Trójkącik? Poczułam obecność jeszcze 4 osoby i przypomniałam sobie o kimś liżącym moje uda. Już miałam coś powiedzieć kiedy ktoś zdjął mi spodnie, szybkim, zwinnym ruchem. Zaraz po tym rozerwał koronkowe majtki. Szkoda, nawet lubiłam tą koronkę... 'Co jest kurwa?' pomyślałam. Nie zdążyłam zareagować a już jakieś dwie osóbki pieściły mój brzuch. Zagryzłam wargę i dałam się ponieść emocjom. Chwyciłam twarz pierwszej lepszej osoby, zaczęłam namiętnie całować. Cały czas próbowałam wyostrzyć wzrok. Jebane prochy, prawie nic nie widziałam, tylko kształty. Tajemnicza ręka towarzysza wędrowała coraz niżej i niżej... Gdy napotkał moją kobiecość lekko jęknęłam, wbijając paznokcie w jego plecy. Z tyłu poczułam drugą osobę, cholernie dziwne i podniecające. Nieznajomy z tyłu, chuchał na moją szyje ciepłym powietrzem, przechodziły mnie dreszcze. Obok słyszałam krzyki i głośne jęki, chyba reszta towarzystwa robiła sobie dobrze. Jęki wydawały skobiece... Jezu, pierwszy raz uczestniczyłam w orgii. Poczułam jeszcze drugą dłoń tam 'na dole'. Zrobiło mi się gorąco, bardzo. Po chwili postanowiłam przejąć dowodzenie. Przeszłam do pozycji siedzącej. Przysunęłam się do  mężczyzny. Usiadłam na nim okrakiem. Podgryzałam jego płatek uszu. Przy czym śmiałam się jak debilka bo jego włosy łaskotały mnie w nos. Chyba powoli nie wytrzymywał, złapał mnie za biodra,  całując łapczywie, rzucił mnie na łóżko, rozchylił nogi. Przejechał palcem po moim skarbie by za chwile wejść we mnie i kochać się dziko. Tymczasem ktoś z boku to obserwował, podał mi i facetowi który mnie pierdolił Danielsa. Bez żadnych przeszkód piliśmy ruchając się. Osoba która nam to wręczyła pocałowała mnie delikatnie. Postanowiłam się wczuć jeszcze bardziej. Zwinnie z butelką Jack'a przeskoczyłam na górę. Dobrze operowałam ruchami swoich bioder, chyba bardzo dobrze bo nieznajomy złapał mnie za nie i dociskał jeszcze mocniej. Rzuciłam pustą butelkę w kąt. Poruszałam się jeszcze szybciej, czułam że niedługo dojdę, towarzysz chyba też. Nie miałam co oszczędzać. Zaczęłam jęczeć, krzyczeć i co się jeszcze tylko dało żeby to było niezapomniane. Facet cały czas mnie trzymając stanął na kolanach. Fala orgazmu nadeszła. Wygięłam się w łuk, mężczyzna mnie puścił i opadłam na łóżko. Co się działo potem pamiętam jak przez mgłę. Była gra w butelkę, ktoś napierdalał na gitarze, chyba brałam prysznic z dziewczyną, było dużo alkoholu, duuuużoo. Narkotyków od cholery. Prawdziwa rockowa impreza.




Sue (;
 
 








Jeszcze w miarę trzeźwi xd

Stevie i Slash dorwali się do moich koronkowych bluzek T__T

Pat ;)


31 października 2012

11. PŁOCK WIERZY. ( A tak serio to ''Two lost souls swiminn' in a fish bowl..." XD)

PŁOCK WIERZY ZAWSZE I WSZĘDZIE <3
Nie jestem z Płocka, od razu mówię. Składajcie pytania do Pat, to jej wina xd
Przepraszam że tak długo nic nie było, ale przyczyna niezależna ode mnie. Aha, i jeszcze jedno- dziś nowy rozdział. Jeśli będzie mniej niż 20 wejść to blog zostanie tymczasowo zawieszony. Przykro mi.




-Aly możemy po...? - zaczął Duff.
-O Stevie - odwróciłam głowę w stronę perkusisty. -Dobrze że jesteś, pomożesz mi obudzić gołąbeczki?
-Spoko, tylko jak Rudy się na mnie rzuci, to masz bronić mej zajebistej osoby, jasne? - popatrzył na mnie poważnie. O matko, Adler z poważną miną, komedia.
-Dobrze Adlerku, dobrze...- podeszłam do szafek w kuchni i wyjęłam kilka patelni. - Trzymaj.
-Alice, chyba Ci się popierdoliło. Mamy ich budzić, a nie gotować. -popatrzyłam na niego z miną 'czy ty człowieku dalej nic nie rozumiesz?' - Aaaa, czaję! Podaj mi tą drewnianą łyżkę. I durszlak.
-Po chuja pana Ci durszlak?
-To będzie mój hełm, gdyby Wiewiórka się na mnie rzuciła. - uśmiechnął się tak szeroko, że jego kąciki ust były przy uszach. Jak on to robi?
Skierowaliśmy się w stronę pokoju Pat.
-Gotowy? - skinął głową. -Ok, to na trzy; raz...dwa...
-Czekaj. Hełm mi się popsuł.
<facepalm>
-Jak Ci się popsuł?
-No dziurki są w nim.
<mega facepalm>
-Steven, w KAŻDYM durszlaku są takie otworki.
-No to wszystkie do reklamacji, proste. -Boże, żyję wśród debili. - Dobra, jeszcze raz!
-Raz...Dwa...
-Ej czeka.... - tym razem Duff.
-Kurwa, czego znowu ?! - warknęłam. No już ludzi nie można normalnie obudzić.
-Eee...No w sumie nic. Sorrki.
japierdolęjapierdolęjapierdolęjapierdolęjapierdolęjapierdolęjapierdolęjapierdolęjapierdolęjapierdolę.
-Zajebię wam. Dobra, Steven, dajesz.
Zaczęliśmy tłuc w garnki i patelnie niemiłosiernie, więc w drzwiach szybko pojawił się Axl.
Z Pat na rękach.
-Pojebało was do reszty?! Człowiek się kulturalnie chce wyspać z dziewczyną, to przyjdą grać na garach. - skrzeczał Rudy.
-Mm, cicho...Axl..łóżko, już.. -mruczała Pat.
-Dobra, dobra. Do salonu musimy coś obgadać. - wskazałam palcem na kanapę.
-Pierdolę, nie idę. - rzuciła
-Żelki wyszły.
-Nie dam się drugi raz na to nabrać.
-Ale Danielsa też nie ma.
-Ehe ehe, jasne. W szafce nocnej jest jeszcze kilka butelek.
Fuck, jak ją postawić na nogi? Wymieniłam spojrzenia z Axlem i Stevenem. - Wanna.
Popcorn czmychnął do łazienki i nalał zimnej wody do wanny. Rudy zaniółs Pat do łazienki, po czym wjebał ją do wanny z lodowatą wodą.
-KURWA ZAJEBIĘ. ALICE SUKO CZEKA CIĘ ŚMIERĆ DŁUGA I BOLESNA. -wrzeszczała Pat.
-Dobra, też cię kocham. Do salonu marsz. - podałam jej ręcznik. - Wszyscy są? - rozejrzałam się po salonie. Axl, Slash, Steven, Izzy, Pat i Duff. Są wszyscy,
-Więc co po mieliśmy się tu zebrać? - mruknął Slash.
-Po to, że musimy ustalić kilka rzeczy. - wszyscy przewrócili oczami. - Ok, nie znoszę jakiś jebanych zasad, ale to jest konieczność. Po pierwsze co z kasą?
-Spoko, wydamy płytę i...-zaczął Axl.
-Zamknij się. Cholera wie kiedy wy tą płytę wydacie...-sprostowała Pat.
-Ej mała, spokojnie. Pożyjemy, zoba...- mówił Steven
-Nie pożyjemy długo bez kasy, uświadom to sobie Popcorn. - rzuciłam.
-To co proponujesz? - zwrócił się do mnie Duff. Wróć. Spytał mnie o zdanie? Nosz kurwa nie może być.
-Praca.
-Ja mam niby pracować?! - krzyknęli chórem Gunsi.
-A co, może my pójdziemy zapierdalać do roboty, a wy pójdziecie na dziwki? - wkurzyła się Pat.
-W sumie mi pasuje...- uśmiechnął się Hudson, na co dostał ode mnie w łeb. - A to kurwa za co?
-Za całokształt. Wracając do tematu...Tu jest dzisiejsza gazeta. - podałam ją Izzy'emu. -Znalazłam kilka ofert pracy, nie jest źle. Dla Axla mam pracę w ...- podał mi gazetę rytmiczny. - wypożyczalnia kaset.
-Nie ma nic lepszego? - rzucił zgorszony.
-Facet, dostałeś najlepszą robotę. Nikt oprócz ciebie nie będzie oglądał pornoli w przerwie! - oczy mu się zaświeciły.
-Dobra, biorę!
-Ej, ja też tak chcę! Też chcę pornolee! - zaczął jęczeć Adler.
-Mordy. A więc dla Ciebie Stevie..Dostawca pizzy?
-Dobra, niech będzie...
-Slash, jest jakaś praca..Sklep zoologiczny, wiesz jakieś rybki, chomiki, węże...
-Węże? Tam będą węże? - oczy mu się zaświeciły. Skinęłam głową. - No to zajebiście.
-A jest coś dla mnie? - zapytał Izzy
-Sprzedawanie biletów w kinie, dzienna zmiana. Może być?
-Spoko. - odpalił papierosa i zaciągnął się dymem.
-Pat, mam dla nas pracę. Kelnerki w Whiskey a Go Go, po jutrze zaczynamy.
-Kelnerki? -skinęłam głową. -Nie jakieś striptizerki?
-Kelnerki, nie striptizerki, luz. To by było na wszystko, tak?
-A ja? - popatrzył na mnie Duff.
-Eee..Nic już nie ma przykro mi. A kto nie ma pracy to tu nie mieszka, easy! - przejrzałam teatralnie gazetę.- O popatrz, jakiś klub potrzebuje striptizerki. Może jakbyś się przebrał i pomalował, mogło by być.
-Bardzo śmieszne. - rzucił, wziął butelkę wódki i wyszedł.
-A niech się pierdoli, nie to nie. Wszyscy zaczynamy od poniedziałku, czyli zostaje nam wolna dzisiejsza sobota i niedziela.
-Czyli trzeba świętować! - krzyknął Saul.
-W sumie dobry pomysł. Czyli idziemy po coś do picia na wieczór, tak? - zapytał Axl.
-Ok, to idźcie...Ja posprzątam. - skłamałam. Po co sprzątać, jak za 2 godziny będzie gorzej niż było?
Poparzyli się na mnie jak na wariatkę, w sumie zrobiłabym to samo na ich miejscu.
-Dobra. To kto idzie? - zapytałam, szybko zmieniając temat.
-Ja zostaję. - rzucił Slash, a jeśli on coś postanowi, to tego się trzyma.
-Czyli Alice i Slash zostają, my bierzemy Duffa i kupujemy rzeczy na wieczór. - sprostował Rudy.
Z Pat wciąż kapała woda, więc poszła do pokoju, osuszyła się i przebrała. Chłopcy byli gotowi, więc wyszli już na zewnątrz.
-Aly, która jest godzina? -zapytała, wkładając buty.
-Coś po 11. - włączyłam wodę na kawę i usiadłam w salonie. -A co?
-Wiesz, chciałam iść z Axlem... -zaczęła nieśmiało.
-A idźcie w chuj. Bawcie się dobrze. - uśmiechnęłam się. - Tylko dostarczcie towar na 20, co?
-Się robi pani kierownik! - dostała kopniaka w tyłek ode mnie i wyszła.
Cisza. Co za dziwna rzecz, taka nieznana. Kiedy ostatnio było tu cicho? Nie pamiętam, to takie dziwne - cisza... Zagotowała się woda, czas zrobić sobie kawę!
-Slash chcesz... - zawołałam, ale jego nie było w salonie. Dziwne, gdzieś polazł. Wyciągnęłam dużą filiżankę, nasypałam kawy i zalałam wodą. Mocny zapach roznosił się po kuchni, uwielbiam to. Poszłam do siebie do pokoju, strasznie go lubiłam. Było w nim wielkie okno, z szerokim parapetem na których kocham siedzieć. Rozejrzałam się po pokoju ; plakat Hendrixa odbijał promienie słoneczne, gitara leżała na drugim końcu pokoju, łózko było zaścielone...Zaraz. ZAŚCIELONE? Stevie mnie zaskakuje! Odsunęłam doniczkę z parapetu i usiadłam na nim. Miałam widok na Sunset Strip i prawie całe Los Angeles. Może  tu w końcu mi się ułoży? Lafayette, Seattle, po drodze Detroit, teraz L.A... Napiłam się mały łyk gorącej, czarnej kawy. Osz kurwa, mocna jest. Oparłam głowę o ścianę, myśląc, jak mogę ułożyć sobie tu życie. Jakaś praca, mieszkanie mam...Ale do dalej? Nie chcę wracać do Indiany, nie ma opcji. Chcę tu zostać. Głośna wiązanka przekleństw wyrwała mnie z myślenia. Chwilę potem usłyszałam ciche pukanie do moich drzwi.
-Wejdź..- zeszłam z parapetu i odłożyłam filiżankę.

Slash :
 -Nożesz jak babcię kocham szlag mnie kurwa zaraz trafi
! -Podałem dziewczynie gitarę.
-Co się stało? - zapytała łagodnym głosem.
-Struna pękła! Kurwa już trzecia! Pewnie ten skurwiel Rose mi się przyczepił do gitary i coś zjebał. - opadłem wkurwiony na jej łózko. -Czy jest coś czego ten człowiek nie spierdoli?
Alice trzymała mojego klasyka jakby bała się, że jeszcze bardziej zjebie.
-Poczekaj, zostawię ją tu...- delikatnie odłożyła gitarę na łóżko. - A Ty weź tą. - podała mi jej instrument. Całkiem dobry, z porządnego materiału.
-Dzięki. - miałem już wyjść, ale czułem jak się na mnie gapi. - Mogę tu posiedzieć?
-Siadaj. - pokazała mi na łóżko.- Zagrasz mi coś? - Mi się wydaje, czy ona ma takie zajebiście duże gały?
-Ee..Ok. A co chcesz?
-Wish you were here, Pink Floydów. - szybka jest, nawet nie zdążyłem wyciągnąć kostki.
Zacząłem grać, dobrze znałem ten kawałek. Zajebisty jest. Normalnie jak gram to jakoś nie czuję jak kilkadziesiąt ludzi się na mnie gapi, tu było inaczej. Spod włosów widziałem, jak obserwuje każdy mój ruch, każde szarpnięcie, każdy chwyt. Widać było że napajała się tym, co grałem. Usłyszałem jak cicho śpiewa, więc automatycznie przestała.
-No nie przestawaj, miło jest posłuchać czegoś innego niż skrzek Axla. - uśmiechnęła się lekko i kontunuowała.
- We're just two lost souls swimmin' in a fish bowl, year after year....Runnin' over trough that same old ground... How I wish, how I wish you were here.... - kurwa, niezła jest. - Brawo panie Hudson. - zaczęła klaskać w dłonie.
-Brawo panno Black, niezły wokal.
-Aaa, pierdolisz.
-Pierdolę, to ja dziwki. A teraz stwierdzam, że fajnie śpiewasz.
-Dziękuję. Chcesz kawy? - wstała i podeszła do parapetu po filiżankę, idealna okazja by popatrzeć na jej tyłek.
-Wiesz...Nie, dzięki.
-Nie lubisz? - znowu te zielone wielkie gały, nosz kurwa!
-Lubię. Tylko...
-Tylko...? - ja jebię, nie przerywaj mi kobieto!
-Tylko wolę iść do jakieś kawiarni.
Chyba ją zamurowało.
-Ty? - wskazała palcem na mnie. - Do kawiarni? - pokiwałem głową. -Jaja sobie robisz?
-Nie, mówię serio. To co, idziemy?
-Gdzie? - co za niekumata laska...
-Do burdelu. No do kawiarni przecież!
-Aa, ok. To już się ubieram! - w końcu! Zaczęła grzebać w szafie, więc kolejna okazja żeby pooglądać jej tyłek! -Czekaj. Ty, rockman, gitarzysta najniebezpieczniejszego zespołu na świecie chce iść ze mną na kawę? Błagam...- opadła na łóżko i zaczęła czytać książkę.

-Kobieto, nie pierdol. Wstawaj, idziemy. - szybko pociągnąłem ją za rękę i zatrzymałem Alice przy szafie. - Ubieraj się. Przychodzę za 5 minut i ani jednej kurewskiej sekundy dłużej. Rusz się.

Alice:
To jest chore. Slash idzie na kawę. Ze mną. Ale kurwa odjazd. Dobra, Al nie jaraj się jak dziewica wibratorem, ubierz się. Dobra, jakaś koszulka, spodnie... Kurwa. Makijaż. Czuję że wyglądam jak zombie, więc porwałam czerwoną szminkę i ciemne cienie do powiek. Ok, twarz nie jest najgorsza, widziałam straszniejsze. Na przykład Pat o poranku. Włosy, włosy, włosy, jebane włosy. Kok wystarczy. Perfumy, w chuj dużo perfum. Potem, pierścionek, coś na rękę i jestem gotowa.
Alice (;
-Juuuuuuż? - krzyknął Mulat schodząc ze schodów.
Zamurowało mnie ; jak na niego, to ubra
ł się wyjątkowo elegancko. Słynny cylinder przykrywał burzę włosów, na nagi tors założył marynarkę, z kieszeni potarganych dżinsów zwisała czarna bandana - ten look.
-Już. A Ty? - zmierzył mnie kilka razy. -Nieźle. A i stwierdziłem że najpierw pójdziemy jak dorośli na kawę...
-A potem pójdziemy się najebać. - dokończyłam za niego.
-Ło...W sumie to ta wersja mi bardziej pasuje. - uśmiechnął się. -Pozwoli pani? - wzięłam go pod rękę, na co oboje zareagowaliśmy śmiechem.
-Milordzie, myślę że powinniśmy się kierować w stronę Sunset. - powiedziałam ze sztucznym, brytyjskim akcentem.
-Również tak uważam, milady. -jego akcent nie był tak sztuczny, jak mój.

Kierując się do kawiarni, spotkaliśmy...Ha, nie zgadniecie kogo! Sebastiana Bacha ze Skid Row. Miejscowy O-R-G-A-Z-M.!
-Sebastian stary, dawno cię nie widziałem! - powiedział entuzjastycznie Slash.
-Od ostatniego koncertu w Rainbow, to nie tak dawno. -uśmiechnął się tak uroczo że o ja pierdolę. - A Ty jesteś...?
Sebastian Bach się do mnie odezwał. Oddychaj Alice, oddychaj.
-Alice, miło cię poznać. - podałam mu rękę. - Jestem Twoją fanką, świetnie śpiewasz. - debilko, nie mogłaś palnąć czegoś mądrzejszego?
-Dziękuję, może miałabyś ochotę wpaść do nas na próbę, co? - popatrzył na mnie przyjaźnie.
Oddychaj Alice, oddychaj. Wdech i wydech, wdech i wydech...
-Tak, z wielką przyjemnością! - uśmiechnęłam się szeroko.
-Bach, to może wpadniesz dziś z resztą do nas? Znaczy do nich, bo nam zabrali Hellhouse...- przerwał Saul
-Spoko, ale jak to zabrali? Co ty pierdolisz?
-No wiesz, Rose miał zapłacić rachunki, a tego nie zrobił i wpadł komornik. - podrapał się po głowie.
-Geniusze. - Sebastian odwrócił się w moją stronę. - To gdzie mieszkacie?
Wytłumaczyłam mu drogę i pożegnałam się. SKID ROW W NASZYM DOMU, O MATKO TRZYMAJCIE MNIE! Weszliśmy ze Slashem do małej kawiarni. W powietrzu unosił się zapach pieczonego ciasta i kawy. Usiedliśmy przy stoliku i przeglądaliśmy menu.
-Dla mnie czarna kawa i babeczka z białą czekoladą i malinami. - podałam kelnerce moje menu.
-Ee..To ja wezmę... To coś, za chuja nie przeczytam. - pokazał lekko zdziwionej  kobiecie jakąś nazwę kawy. - I tą ...muffinkę z Jackiem Danielsem. - zaczęłam cicho się śmiać.
-Przykro mi, ale takiej nie podajemy... - rzuciła oschle kelnerka.
-To proszę zacząć. I nazwać ją Slashie's. - odpalił papierosa i dmuchnął kelnerce w twarz.
-Przykro mi ale tu nie wolno palić. - zmieniła temat kobieta.
-Aha. - rzucił gitarzysta. Teraz zaczęłam się głośniej śmiać.
-Proszę pani. Ten chłopak - wskazałam palcem na palącego Slasha -  Będzie niebawem najsławniejszym gitarzystą na świecie. Za parę lat będzie tu tabliczka z napisem 'Slash tu był', więc niech pani nie opowiada, że nie macie Slashie's. A tak przy okazji, to proszę dopisać przy moim zamówieniu jeszcze tą muffinkę.
-Koniec tego. Wynocha! Wynocha z mojej kawiarni! - krzyknęła na nas. Wymieniłam spojrzenia ze Slashem.
-Dobra, spierdalamy. Nigdy więcej tu nie przyjdę. -rzuciłam i wstałam z krzesła.
Slash wstał i kopnął w krzesło, na którym siedział. Pomogłam przewrócić mu wazon z jakimiś tandetnymi, plastikowymi tulipanami. Kelnerka chciała nas zabić wzrokiem. Reszta lokalu patrzyła się na nas jak na niespełna rozumu.
-Rock n' roll kurwaaa! - krzyknęliśmy, wychodząc z pomieszczenia delikatnie zmienionego przez Hudsona.
-Czyli co, idziemy się kulturalnie najebać, rozumiem? - powiedział Mulat, widocznie zadowolony ze swojego dzieła.
-Yep. To gdzie idziemy?
-Roxy? Rainbow? Co chcesz...
-A co bliżej? - odpaliłam papierosa i wypuściłam dym za siebie.
-Rainbow. Choć i tak jak się nawalisz, to jeden ciul. - wyciągnął paczkę malboro. - Masz ogień?
Podałam mu zapalniczkę, odpalił papierosa i weszliśmy do środka. Było całkiem spokojnie, nikt normalny nie przychodzi do klubu tak wcześnie. Usiedliśmy przy stoliku w rogu, zamówiliśmy po piwie.
-Mogę o coś zapytać? - przerwałam ciszę. Skinął głową. -Masz jakieś brytyjskie korzenie? Jakoś mi się tak pomyślało, bo jak wychodziliśmy z domu, miałeś taki fajny, naturalny akcent.
-Tak, urodziłem się tam, a mój ojciec jest Brytyjczykiem. A Ty skąd pochodzisz?
No to mnie załatwił. Ja nie wiem skąd jestem, nie wiem kim była mama, nie wiem nic o tym alkoholiku, tróry uważał się za mojego ojca.
-Ja...Z Lafayette. - odpowiedziałam lekko zasmucona.
-Ej, a twoi rodzice? - nie odpuszczał.
-Słuchaj, ja... Moja mama zmarła przy porodzie. -Jego mina natychmiast zrobiła się poważna.-Ojciec wolał wódkę ode mnie.  Ciocia się mną opiekowała - narysowałam cudzysłów w powietrzu. -Nie wiem skąd pochodzę, coś ciotka kiedyś mówiła o Polsce...Nie mam pojęcia... - czułam jak moje oczy robią się mokre. Nie Alice, nie możesz...

22 października 2012

10. Altercation, music, love & chillin'...

Przepraszam, że tak późno. Ogólny brak weny, jeszcze raz przepraszam. Mały bonus, specjalnie dla przeziębionej Pat. Mam nadzieję, że Cię rozgrzeje, choć to był najcięższy opis w moim życiu T__T
Baby have fun! ;*




Idioci. Idioci wszędzie.
-W takim razie, zostaniecie u nas na 2-3 noce, aż Hellhouse będzie znowu wasze. Głupi mają szczęście. - zmierzyła zataczającego się perkusistę i gitarzystę.- A wy jesteście wyjątkowo głupi.
-Ochujałaś?! 2-3 noce? A co, my mamy Hellhouse odzyskać w 3 dni? Chyba cię złotko pojebało. - oburzył się Rudy.
-Czyli co, wolisz mieszkać...Przepraszam KOCZOWAĆ na ławkach w parku!? Dobrze, tylko złotko - syknęła na niego Pat. - Nie przychodź do mnie z miną zbitego psa. Pierdol się Rose.- skierowała się do sypialni, wzięła swoje rzeczy i wyszła z hukiem.
-T-to na jaką wycieczunię jedziemy, hmm? - pytał schlany Adler.
-Ja bym chciał...Do..Frytkolandii..I tam dziwki są.- marzył Slash.- O patrzcie..Tu już nawet jedna jest! - wskazał na mnie. Co za kutas.
-Hudson, morda. Opanuj swojego małego kolegę i na dół marsz! - wrzeszczał Rose.
-Mały? Jaki mały? Ty go kiedykolwiek widziałeś?! - w tym momencie Kudłacz rozpiął rozporek, ściągnął bokserki i wszystkim pokazał środkową nogę. Jak ja kurwa żałuję, że nie poszłam wtedy z Pat.
-Slash, chowaj tą dżdżownicę...- warknął na niego Axl, zakrywając twarz dłonią. - No mówię przecież, żebyś się ubrał!
-Nie. A wracając do Ciebie, śliczna...- zaczął do mnie podchodzić. Oczywiście z chujem na wierzchu, no bo jakby inaczej! - To co, będę musiał długo pierdolić, czy idziemy się je...- Dostał w twarz. NIKT MNIE TU OD DZIWEK WYZYWAĆ NIE BĘDZIE!
-Jesteś skończonym debilem. Idę, cześć chłopaki. - spojrzałam na Saula. Leżał na ziemi, spał.
-Alice, czekaj. - szarpnął mnie za ramię Pan Jestem-Zajebiście-Inteligenty-Ale-Nie-Płacę-Rachunków-Bo-Po-Jaką-Cholerę-Rose! - Pomożesz mi?
-Pat chciała, to ją olałeś. Jakbyś nie wiedział, to ja u niej mieszkam, ale nie podejmuję decyzji o nowych lokatorach...Sorry.
-Ale, no kurwa..Coś musimy wymyślić! - zaczął nerwowo chodzić.
-To myślcie. Ja uciekam, zmęczona jestem. Cześć. - wyszłam na ulicę.
Chłodne powietrze delikatnie muskało mnie w twarz. Wzięłam głęboki wdech i ruszyłam przed siebie. Za jakieś 20 minut powinnam być już w domu. Mam nadzieję, że Pat nie zrobiła niczego głupiego... Idąc, zauważyłam jakiś genialny sklep muzyczny. Nie był Ted'a, jego sklep był raczej skromny. Tamten, który zobaczyłam, był jak muzyczne niebo; Dziesiątki gitar, setki strun i kostek, setki koszulek, perkusje, wzmacniacze...Istny raj na Ziemi. Nie mogłam się powstrzymać, weszłam do środka. Poczułam zapach męskich perfum i tytoniu, moja ulubiona mieszanka.

Błądziłam po wielkim sklepie, oglądając każdą rzecz. Dotknęłam wszystkie gitary z osobna, z wyjątkowym zainteresowaniem. Co dziwne, bo nie potrafię grać. Coś tam na pianinie umiem, ale drugim Chopinem to ja nigdy nie będę.
-Mogę pani jakoś pomóc? - zapytał lekko poddenerwowany sprzedawca.
-Ee..Nie ja tylko ogląd...- zauważyłam genialną gitarę klasyczną w kolorze karmelu. - Ile ta gitara?
-Ta? - rzucił jakby od niechcenia. - 100 $, ale pani sprzedam za 95. -łosz kurwa, jaki cudowny gość! 5 DOLARÓW zniżki, no rewelacja.
-Biorę. I jeszcze kostkę. -podszedł do pudła i zaczął grzebać. - Albo trzy. - popatrzył na mnie krzywo. No co? Nie można kupić 3 kostek, what da fuck?
-A więc to będzie równe 100$. - uśmiechnął się sztucznie.
-Proszę. - podałam mu banknot, kiedy zauważyłam tabliczkę z napisem 'Help wanted' - Dalej potrzebujecie pracownika? - wskazałam oczami na ogłoszenie.
-Tak szukamy, jesteś zainteresowana? - zmienił ton głosu na jeszcze bardziej sztuczny.
-Hmm, może. Mogę numer telefonu? - facet podał mi wizytówkę do ręki. Adres, telefon i dane właściciela są.- Dziękuję. Dobranoc.
-Dobranoc. - syknął na mnie sprzedawca. Dziwny typ; najpierw jest sztucznie miły, a potem jest wredny.
Anyway, kierowałam się do domu. Po chuja pana ja kupiłam tą gitarę!? Nawet nie umiem grać, Pat ma swoją... Jaka ja jestem kurwa głupia. Albo pijana. Chyba jedno i drugie. Po drodze zaczepił mnie jakiś koleś.
-Przepraszam. - lekko złapał mnie za ramię. - Nie znasz przypadkiem...Izzy'ego Stardlina? - chłopak popatrzył na mnie jasnoniebieskimi oczami. Miał jasnobrązowe włosy, ubrany był całkiem fajnie; skórzane spodnie, bluzka z logo Motley Crue i jeansowa kurtka. Tylko skąd on znał Izzy'ego?
-Znam, a co się stało? - spytałam niepewnie. - Znamy się od dzieciństwa, jest moim przyjacielem.
-Czyli możesz mu coś ode mnie przekazać? - znów jasnoniebieskie gały przeszywały mnie na wskroś. Zajebiste miał te oczy, jakby myślały o deszczu...Kurwa Al, przestań.
-Pewnie, a duże to jest?
-Nie...Tylko schowaj do kieszeni i uważaj na gliny. - podał mi kilka woreczków z bardzo dobrze znaną mi zawartością.
-Koka? - zapytałam, chowając woreczek do kieszeni marynarki, tak, aby nikt nie zobaczył.
-Koka, trochę hery i Brownstona. - uśmiechnął się dumnie.
-Nieźle. Coś jeszcze mam przekazać?
-Powiedz, że przyjdę po pieniądze za kilka dni. Cześć. - rzucił i skręcił w ciemną alejkę. Ładny był jak na dilera, i miły. Ja pierdolę, czy ty debilu się zamkniesz? Tak, gadam sama ze sobą. Nikogo już to nie dziwi.
Przeprowadzając sama ze sobą rozmowy, doszłam do domu. Światła były zgaszone. Po cichu starałam się otworzyć drzwi, żeby nie obudzić Pat. Niestety, gitara ciut mi zawadzała. Niechcący jebłam nią o próg. "Jak się obudzi, to mi wpierdoli." Przekręciłam kluczyk w drzwiach, i na paluszkach skierowałam się do pokoju. Odłożyłam gitarę, przesyłkę dla Stardlina schowałam w szafce nocnej, przebrałam się do piżamy i poszłam spać. Pat przyczłapała do mnie.
-Mogę z Tobą spać? - popatrzyła na mnie z miną zbitego psa.
-Yhyy...Kładź się.- ledwo przytomna zrobiłam jej miejsce na łóżku. Wtuliła się we mnie i zasnęła. Nasz spokój nie trwał długo. Ktoś zadzwonił do drzwi.
-Idź otwórz..Pat...Wstawaj otworzyć. - szturchałam ją w ramię.
-Spierdalaj... - rzuciła i odwróciła się na drugi bok. Dzwonek nie przestawał dzwonić.
-Pat, wódka i żelki się skończyły.
-Że jak!? Już idę do sklepu! - wstała szybko z łóżka. - Ej..Jaja sobie robisz.
-Ehe. A teraz idź otworzyć.
-No już...- doczłapała się do drzwi i w końcu raczyła otworzyć.
            

-Cześć my lady. - zwrócił się Axl do Pat. -Przepraszam. Jeśli zechcesz nas przyjąć, Slash będzie twoim niewolnikiem. - uśmiechnął się błagalnie.
-Jakim kurwa niewolnikiem?! Ja się pisałem na krainę dziwek! - burzył się pijany Mulat.
-Wchodźcie. Tylko nie wiem, jak będziecie spać. Jest kanapa, mogę rozłożyć wam materace...
-Pat, my się wyśpimy na podłodze. Dzięki.- powiedział Steven.
Axl zrzucił Saula na ziemię, na co zareagował wiązanką przekleństw.
-A co wy tu robicie? Jednak wolicie spać tu, hmm? - popatrzyłam na ich piątkę. Znaczy w sumie to czwórkę, bo na widok Duffa chce mi się rzygać.
-Przestań, przeprosiłem Pat, tak? - popatrzył na nią.
-Przeprosiny przyjęte. - pocałowała go w policzek. -Dobra, do środka, ale już!
Chłopcy weszli do mieszania, i szybko się zadomowili. Chyba aż za szybko. Steven wjebał mi się do łóżka, na kanapie położył się Slash, Izzy oglądał z zaciekawieniem dom, a Duff opróżniał już puszkę piwa. To będą bardzo interesujące dni.
-Steve, wypad z łóżka. Już. - powiedziałam delikatnie. Zero reakcji. - Steven, proszę, wypierdalaj.
-Alice, nie pierdol. Główka mnie boli. Idź się położyć do swojego łóżka.
-Gdybyś Adler nie wiedział, to właśnie jest moje łóżko.
-To śpij ze mną. - dobra myśl, nie mam ochoty się z nim więcej kłócić, najwyżej czeka mnie darmowy seks.
-Posuń dupsko...- zrobił co kazałam, łał. Podał mi koc i zasnęłam.

Z punktu widzenia Pat:

Zamknęłam drzwi od sypialni na klucz.
-Dziękuję Ci. - Axl szeptał mi do ucha. -Nie muszę dzięki Tobie spać z tymi popierdoleńcami na ławkach w parku...- przygryzł płatek mojego ucha. Przeszedł mnie delikatny dreszcz. -To co, kończymy to, co nam przerwano?
Uśmiechnęłam się i wpiłam w jego miękkie, rozgrzane usta. Osz kurwa, jak on bosko całował! Przycisnął mnie mocniej do ściany, i dobierał się do mojego stanika - w takim razie, ja wzięłam się za spodnie. Po chwili byłam już bez koszulki i stanika, a on bez spodni.
-Moja kolej...-zrzuciłam z niego koszulkę. Jego tors, rozgrzany że o ja pierdolę...
-A teraz moja. - rzucił mną na łóżko i szybko pozbył się moich spodni. -Pasujesz?
-Nie. - uśmiechnęłam się i zerwałam z niego bokserki. - Szach-mat panie Rose, co dalej?
-Niech panna Evans chwilę poczeka...-wyjął z kieszeni paczkę gumek, szybko ubrał 'środkową nogę'. - Obmyślam strategię..
-Kurwa, no faktycznie jest nad czym myśleć. Ściągnij moje majtki i we mnie wejdź. Straszna filozofia. - rzuciłam.
-I musiałaś zjebać ten szachowy klimat? - odsunął się ode mnie. No ja jebię, już było tak blisko...
-Weź nie bądź baba i się nie obrażaj. - przytuliłam się do niego. Kurwa żadnej reakcji.
Koniec tego, biorę sprawy w swoje ręce. Albo biodra, chyba jedno i drugie. Przerzuciłam Rudego tak, że leżał na plecach. Usiadłam na nim, obserwując jego zacną mordkę. W końcu się uśmiechnął! A że było w chuj ciemno, błądziłam zimnymi dłońmi po jego torsie. Teren obadany, więc przystępuję do działania; językiem delikatnie jeździłam po klacie, kiedy coś metalowego jebło mnie w zęby.
-Co to do chuja pana jest!? - pytałam, sprawdzając czy mam wszystkie zęby.
-Kolczyk. - odpowiedział neutralnie.
-W sutku?!
-No. Nie pasuje?
-Pasuje. Tylko jebło mi to w zęby.
-Ojoj, biedactwo. -szybko zrzucił mnie z siebie, po czym był nade mną. Poczułam jego ciężar, i to jak wchodzi we mnie. Szybki jest. Zaczęłam tak jęczeć że o ja pierdolę. Słyszałam jak się ze mnie śmiał, dupek. Przesuwał biodrami coraz szybciej i mocniej. Czułam jak oblewa mnie fala gorąca. Chciałam znów być na górze, niech sobie chłopina odpocznie, ale nie. Musiał robić mi dobrze. Jeszcze jedna próba górowania i... leżymy na ziemi.
-Evans, coś Ci to górowanie nie wychodzi. - zaczął się śmiać.
-Wiem, ale zaraz wyjdzie. Zobaczysz!- wstałam i wróciłam do łóżka.
-Proszę bardzo, próbuj.
-Kładź się kurwa i nie dyskutuj. - pokazałam palcem na miejsce obok siebie.
Zrobił co kazałam, ja porwałam Danielsa i rozlałam trochę na jego torsie. Chyba mu się spodobało, hell yea.
Zlizywałam z niego Napój Bogów powoli, kawałeczek po kawałeczku. Po chwili znów byłam pod nim, jak on to robi? Cały lepki dokończył to, co zaczął. Krzycząc, dostałam tego jebanego orgazmu. W końcu!


Z punktu widzenia Alice:

Obudziły mnie ciepłe promienie słoneczne. Kurwa śniło mi się że komornik przyszedł do Gunsów, i że Adler śpi ze mną w łóż...To nie sen. Komornik ich rzeczywiście wypierdolił, a Steve śpi ze mną w łóżku. Chyba w nocy do niczego nie doszło, w każdym razie nie pamiętam. Adler słodko wyglądał jak śpi; Te jego kudły były dosłownie wszędzie, a na twarzy widniał uśmiech. Godzina? Chuj mnie ona obchodzi. Wstałam i udałam się do kuchni. Po drodze spotkałam śpiących Izzyego, Slasha i Duffa. O, w lodówce zostało jeszcze jedno piwo! Czyli McKagan nie wychlał wszystkiego, super. Sama szybko opróżniłam puszkę i wyrzuciłam ją do kosza. Jak na zawołanie obudziły się śpiące królewny.

-Gdzie my jesteśmy? - pytał zdezorientowany Izzy.
-W domu Pat i Alice chyba...- Czyżby Slash był świadomy tego, co się wczoraj działo? O.o
-Brawo. A teraz pod prysznic marsz, bo wali wam z  pod pach. No już! - pokazałam im drzwi do łazienki.
-Ale tak wszyscy na raz? - oprzytomniał Duff. - Wybacz, ale gejem nie jestem. Dzięki.
-A wielka szkoda, że nim nie jesteś. - popatrzyłam na niego, a potem na gitarzystów. - W kuchni są tam jakieś rzeczy na śniadanie, jedzcie, pijcie...Aha. I jeszcze jedno. Zero dziwek w tym domu, jasne? - zmierzyłam każdego z osobna.
-No ale Ali, żadnej? - patrzył z politowaniem Saul.
-Żadnej. - rzuciłam oschle. Tak, jeszcze nam tu prostytutek brakowało! - A właśnie Iz, mam coś dla ciebie. Chodź. - przywołałam go gestem ręki.
W sypialni wyciągnęłam przesyłkę.
-A skąd ty to masz?! Kto Ci to dał?
-Spokojnie. Jakiś chłopak zaczepił mnie na ulicy, pytał o Ciebie.

-A jak wyglądał? - oddychał ciężej niż zwykle.
-Miał jasnobrązowe włosy, ubrany był w skórzane spodnie, bluzka z logo Motley Crue i jeansowa kurtka.
-Uf..To Jack, spoko. - odetchnął z ulgą. - Dzięki wielkie. - wziął woreczki i schował do kieszeni.
-Aha, i jeszcze jedno ; Powiedział że przyjdzie zapłacić za kilka dni. Nie wiem ile masz mu dać.
-Dobra, spoko. Dzięki Al. - wyszedł z pokoju w całkiem dobrym humorze.
Popatrzcie jak prochy uszczęśliwiają ludzi!